Strona główna
Dzisiaj jest: 31 marca 2020
Imieniny: Balbiny, Gwidona

Pani Bogumiła Stefańska

Wspomnienie pierwsze. 

Moje wspomnienia z lat gimnazjalnych o Pani Bogumile Stefańskiej

Przez 3 lata uczęszczałam do gimnazjum nr 143 przy ul. Bartniczej i zaryzykuję stwierdzenie, iż były to jedne z tych okresów w moim życiu, które będę wspominać najmilej, z uśmiechem na twarzy. Mimo że gimnazja nie cieszą się zbyt przychylną opinią ogółu społeczeństwa, to ja śmiało mogę się sprzeciwić tezie o rzekomym złym wpływie środowiska gimnazjalnego na młodego człowieka. Moje odczucia w tej kwestii są bardzo pozytywne, a to za sprawą… Pani Stefańskiej, która pozwoliła mi patrzeć na tę szkołę jako na miejsce bezpieczne, w którym można liczyć na wsparcie i to nie tylko dotyczące spraw szkolnych, ale też prywatnych problemów. Nasza Pani Wychowawczyni ma chyba największy udział w moim zbiorze wspomnień z czasów szkolnych, ponieważ odegrała ważką rolę nie tylko jako Nauczyciel historii, lecz także jako Nauczyciel… życia! Jednostkowe, indywidualne i przyjacielskie podejście do każdego z uczniów pozwoliło nam stworzyć przyjazne relacje i więzi, co pomagało w nauce i wykreowaniu pozytywnego obrazu szkoły (który to obraz wielu z nas ma zapewne do dziś przed oczami). Z perspektywy kilku lat, jako już niemal dorosła osoba (zaraz przede mną egzamin dojrzałości), mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że Pani Stefańska traktowała nas właściwie jak własne dzieci, którymi opiekowała się, przygarnąwszy pod swe skrzydła, dzięki którym unosiła nas na wyżyny intelektualne i niejednokrotnie poruszała struny naszej uczuciowości sztuką – o czym jeszcze wspomnę. Innymi słowy: ogromne zaangażowanie w nasz rozwój na różnych poziomach przyczynił się do tego, że przesiąknęliśmy tymi wszystkimi pozytywnymi wartościami, których, dzięki Pani Stefańskiej, mogliśmy się nauczyć. Przede wszystkim, lekcje historii (nota bene nieszablonowe, nierzadko sami wcielając się w historyczne role przedstawialiśmy scenki, które po dzień dzisiejszy pamiętamy – a przez to chciałabym podkreślić, iż metody nauczania Pani Stefańskiej są po prostu bardzo owocne!), na których poznawaliśmy istotne wydarzenia świata i kraju, pozwoliły nam dostrzec wagę patriotyzmu. Postawę tę reprezentuje sama Pani Stefańska. To właśnie dzięki Niej na lekcji historii gościł weteran wojenny, którego poruszająca opowieść zmieniła nasz sposób patrzenia na przeszłość; wykraczaliśmy poza program nauczania, dowiadując się więcej o historii najnowszej naszego kraju; „biegaliśmy po mieście” (wyjaśnię w dalszej części) poznając ważne miejsca Warszawy… Mieliśmy okazję, dzięki Pani Stefańskiej, rozwijać się w sposób twórczy – przygotowywaliśmy przedstawienia (na Dzień Matki oraz Święto Niepodległości), które bazowały na scenariuszach stworzonych właśnie przez naszą Wychowawczynię, dzięki której poznawaliśmy więc sztukę teatralną, literaturę (niejednokrotnie cytowaliśmy w tych naszych spektaklach wiersze – te należące do literatury pięknej) i uczyliśmy się występować przed szeroką publicznością. Sztukę oratorską ćwiczyliśmy też przy okazji „Ścieżki Tatarskiej”. Był to projekt organizowany przez Dom Spotkań z Historią, w którym wzięli udział, z przewodnictwem Pani Stefańskiej, uczniowie należący do Koła Historycznego. Wcieliliśmy się wtedy w przewodników po Warszawie, opowiadających o miejscach kojarzących się z ludnością tatarską. Koło Historyczne – opowieść o nim wymaga osobnego akapitu, ponieważ z wielu względów zapisało się w naszej pamięci jako Coś, za czym dziś tęsknimy… Jak powiada Pani Stefańska: jako „biegający po mieście”, czyli jako uczniowie uczęszczający na koło, mieliśmy sposobność, po pierwsze, poznać Warszawę na tyle, żeby orientować się i rozpoznawać najbardziej charakterystyczne miejsca i ulice, a po drugie dowiedzieć się jak wiele interesujących wydarzeń miało miejsce za murami budynków, które codziennie mijaliśmy. Historia Warszawy, dzięki Pani Stefańskiej, nabrała dla nas ciekawych barw. Naszej Pani Przewodnik po Warszawie udało się nie tylko zaprowadzić nas do ważnych punktów historycznych… Koło wspominam podwójnie dobrze, ponieważ poznałam dzięki niemu osobę, z którą już czwarty rok wspólnie możemy spacerować po mieście, trzymając się za ręce. Jak widać – Pani Stefańska obdarzona jest również darem łączenia ludzi  Chcąc, aby moje wspomnienia nie brzmiały jak mowa pochwalna, w której wciąż będę powtarzać o niesamowitym poczuciu humoru, dystansie do siebie i wspaniałych zdolnościach organizacyjnych Pani Stefańskiej… starałam się (by być jak najbardziej obiektywną) przypomnieć sobie jakiekolwiek wady Pani Wychowawczyni. Każdy przecież jakieś posiada. Niestety – zajęło mi wiele czasu, by przypomnieć sobie tylko jedną sprawę: nadwrażliwość na „pykanie” długopisem podczas lekcji…  Jeśli miałabym podsumować 3 gimnazjalne lata, które ja i moi koledzy spędziliśmy pod opieką Pani Stefańskiej (co nie jest proste, z uwagi na liczne przykłady mile spędzonych wspólnie chwil, czy to w szkole, czy to na wycieczkach, na zielonych szkołach…) to powiedziałabym, że utwierdziły mnie one w zamierzeniach dotyczących wyboru przyszłego zawodu – chciałabym zostać nauczycielem i sądzę, że mogąc obserwować tak dobry Wzorzec i podążając Jego śladem będę godnie reprezentować najważniejsze wartości i przekazywać je innym.

Wspomnienie drugie.

Mimo, że gimnazjum skończyłam dawno, mimo wszystkich słów krytyki, jakie kierowane są pod adresem gimnazjum, ja najchętniej wracam pamięcią do czasów edukacji  w szkole przy Bartniczej 8.
Z lekkim zażenowaniem wspominam poszukiwanie siebie - wygłaszane opinie, często prowokacyjne zachowanie...
Wspomnieniom związanym z kadrą pedagogiczną zawsze towarzyszy duża radość i rozrzewnienie, zwłaszcza, kiedy wspominam lekcje historii z panią Bogumiłą Stefańską. Energia, jaka wkładała w chęć zainteresowania nas, zblazowaną młodzież, w tematy zajęć, układanie krzyżówek, drzewek decyzyjnych, wciąganie nas w dyskusje, inscenizowanie sądów, całe to zaangażowanie w zachęcanie nas do nauki, dodatkowo ocieplane poprzez niby przypadkowe przejęzyczenia sprawiały że na zajęcia do Pani Stefańskiej wstyd było iść nieprzygotowanym, żeby tylko nie sprawić zawodu.  Można to było odczuć obserwując jakim zainteresowaniem cieszyły się organizowane przez pania stefańska kółka historyczne*, czy późniejsze przedstawienia: zawsze gromadziły wielu chętnych uczniów.
Oczywiście trafiali się tacy, którym zarówno historia, jak i zaangażowanie nauczycieli były równo obojętne; albo mniej zdolni, ale chyba dla wszystkich pani Stefańska była tak samo miła, dla każdego miała dobre słowo. Pamiętam też, że na zajęciach u Pani Bogumiły wystarczyło odezwać się kilka razy, żeby przestać być anonimowym, zyskać zabawną ksywkę być zauważonym, co przy tak dużej liczbie dzieciaków było ważne: nie być jednym z wielu.
Teraz, z perspektywy czasu, widzę ile Pani Stefańska dawała z siebie dzieciakom, mimo, że nie zawsze było łatwo; i jak niespotykane jest takie zaangażowanie ze strony nauczyciela. Podczas swojej całej edukacji spotkałam zaledwie tak kilka pozytywnych postaci. I mimo, że od skończenia szkoły minęło już 8 lat, to kiedy wspominam panią Stefańską, zawsze usta rozciągają mi się  w uśmiechu.

Wspomnienie trzecie.

Szanowni Państwo!


Chciałabym podzielić się z Państwem  wspomnieniami  o mojej ulubionej nauczycielce Bogumile Stefańskiej.
Jedenaście lat temu wybrałam gimnazjum  w rejonie innym niż szkoła podstawowa, do której chodziłam. Trafiłam do zupełnie nowego miejsca, gdzie nie znałam nikogo. Jedną z pierwszych lekcji była historia – całe szczęście! Pani Stefańska, nim przeszła do omówienia ważnych, formalnych kwestii, nim nastał czas trójpolówki i Mieszka I – zintegrowała nas, pomogła się wzajemnie poznać. Tego samego dnia była też matematyka, na której niepodzielnie rządziły liczby. Na historii- było zdecydowanie humanistycznie – odprężył się duch ludzki. Po takim wstępie łatwiej było, już bez lęków, zacząć naukę.
Do tej pory mam zeszyt do historii, pewnie trudno w to uwierzyć, ale nie mogłam się z nim rozstać. Pewnie dlatego, że nie jest to wyłącznie zapis dyktowanych formułek, definicji. Nie notowaliśmy wykładu, bo pani Stefańska takowych nie prowadziła. Po wprowadzeniu do zagadnienia – sami mieliśmy uruchomić myślenie, często dzieliliśmy się na dwa fronty i SAMI wysnuwaliśmy argumenty za jakimś stanem rzeczy, decyzją, traktatem. Stawaliśmy się politykami, historykami – uczyliśmy się zbierać przesłanki – wydarzenia, nastroje społeczne z nimi związane itd.- i z nich wysnuwać wnioski: dlaczego tak właśnie się stało, dlaczego dzieje poszły w tę stronę? To trudne zagadnienia nawet dla tęższych niż gimnazjalne głów, jednak rozważając je, rozwijaliśmy się, uczyliśmy kojarzenia faktów, porządkowania ich, logiki. Mój zeszyt jest pełen tabel, map myśli, podkreśleń – pamiętam jak pani Stefańska zwracała naszą uwagę na rzeczy istotne, po wielu latach wiem, że nauczyła mnie nie tylko historii, ale i tego JAK się uczyć – gdzie cos w głowie podkreślić, zrobić zakładkę, jak sobie wizualizować materiał, by był łatwiejszy do opanowania.
Jest bardzo ważne, że lekcje nie kończyły się w klasie. Założone przez panią Stefańską koło wędrowało po Warszawie w niektóre weekendy. W ten sposób poznawaliśmy dzieje otaczających nas miejsc, czasem zupełnie dla nas nowych! Ja sama zawdzięczam tym „lekcjom” fascynację innymi kulturami, religiami – szczególnie zainteresowali mnie Żydzi, na studiach też uczęszczam na wykłady o ich historii. Pani Stefańska pokazała nam synagogę Nożyków. Oglądaliśmy zbór kalwiński, cerkiew, parki, kamienice, pałace – to wszystko bardzo otworzyło mnie na kulturę, a nawet – wielokulturowość, za każdym razem uświadamiało, że historia zaklęta w miejscach – to historia ludzi, nie jakiś bezosobowy, abstrakcyjny byt. Zawsze lubiłam historię sztuki, byłam skłonna skupiać się na architektonicznych detalach, estetyce, zaś te warszawskie wędrówki poszerzyły moje horyzonty, tchnęły we mnie ducha humanizmu i… humanistyki.
Teraz jestem studentka piątego roku filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, gdy gdzieś wyjeżdżam szukam synagog , o historię często pytam ludzi. Chciałabym, żeby więcej dzieciaków miało szczęście poznać tak wybitnego nauczyciela jak pani Bogumiła Stefańska. Nadal jestem obrażona na praktykanta, który w gimnazjum, zamiast MOJEJ nauczycielki, opowiedział mi o wojnie secesyjnej.

Z poważaniem,
Izabela Konopińska

Wspomnienie czwarte.

Od skończenia gimnazjum upłynęło już wiele lat. Dziś kończę studia magisterskie i mam wiele doświadczeń edukacyjnych za sobą. Mimo to pani Stefańska zapisała się w mojej pamięci nie tylko jako wspaniały mądry nauczyciel, ale także jako swoistego rodzaju przewodnik po świecie uczuć dorastających, zagubionych dziewcząt.
 Z rozczuleniem wspominam przerwy spędzane na przemierzaniu w szaleńczym pędzie szkolnych korytarzy, po to, by skonsultować najświeższe wydarzenia z ulubioną nauczycielką. W pierwszej klasie został założony swoisty fanklub, który zajmował się uśmiechaniem do pani Bogusi, poprawianiem sobie wzajemnie nastroju w jej towarzystwie, a także bronieniem naszej idolki przed złośliwymi komentarzami kolegów, którzy nie grzeszyli zapałem do nauki historii, a także, niestety, uczciwością. Szybko zostali wychwyceni przez czujny radar pani Bogusi. Pamiętam, że kiedyś odbyła się duża praca klasowa, podczas której Mariuszowi udało się naściągać niepostrzeżenie na tyle dużo, że punktów wystarczyło na ocenę dostateczną. Wszyscy, łącznie z nim, wiedzieliśmy że z jego ówczesnym podejściem do nauki ocena ta była nieosiągalna. Nauczycielka także o tym wiedziała i załączyła mu pod oceną zdanie: Nie osiądź na laurach, bo nie znasz dnia ani godziny. Oczywiście jego braki szybciutko zostały obnażone w czasie odpowiedzi. Chłopiec więcej nie próbował sztuczek na historii.
 Przyznaję, że przyszłam do gimnazjum z już rozbudzonym zainteresowaniem historią, ale dopiero metody stosowane przez panią Stefańską nauczyły mnie krytycznie patrzeć, zajmować stanowisko w danej sprawie. Często korzystaliśmy z drzewek decyzyjnych, wspólnymi siłami ocenialiśmy sens wybranych ongiś decyzji. Zdarzały się lekcje, na których bawiliśmy się w sąd nad poglądem. Dowiadywaliśmy się o takim planie tydzień wcześniej, żeby każdy zdążył się przygotować do rzeczowego argumentowania swojego zdania. Teraz wiem, że oprócz dobrej zabawy,  nabieraliśmy wtedy ważnych umiejętności życiowych: logicznego myślenia, argumentowania i odważnego zabierania głosu w większej grupie. Pamiętam też lekcje, na których bawiliśmy się w teatr. Robiliśmy przedstawienie związanie z PRLem i życiem w tamtym czasie, strojami, kulturą i stosunkiem do pracy. Na ostatnim „spotkaniu po latach” dowiedziałam się, że nad biurkiem pani Stefańskiej nadal wiszą zdjęcia z tamtej lekcji. Bo warto wspomnieć, że pani Bogusia ma specjalną ścianę ze wspomnieniami ze swojej pracy, która pokazuje dobre praktyki i inspiruje teraźniejszych uczniów do działania.
 W naszym gimnazjum był corocznie wesoło obchodzony pierwszy dzień wiosny. W trzeciej klasie fanklub pani Ste przebrał się za dzieci kwiaty i wręczyliśmy naszej ulubionej nauczycielce naręcze żywych tulipanów i bukiet ciepłych słów. Pojawiły się nawet łzy wzruszenia, bo przecież żadne z nas wtedy nie wyobrażało sobie przerw bez plotek na zapleczu Sali historycznej.
 Myślę, że zaangażowanie w kontakt z uczniami, pasja nauczania, ciekawość ludzi i pogodne usposobienie pozwoliło pani Stefańskiej budować w nas zaciekawienie historią w praktyce, ze szczególnym uwzględnieniem historii swojej małej ojczyzny (rozumianej jako dzielnica, ale i miasto).Pamiętam, że wybrani uczniowie mogli brać udział w projekcie kierowanym przez panią Stefańską. Robiliśmy przewodnik po Targówku. Był to pierwszy, ale jeden z lepszych, w jakich brałam udział do tej pory. Pamiętam, że spotykaliśmy się cyklicznie po szkole, żeby planować, realizować, sprawozdawać się z postępów, radzić sobie z problemami, a pani Stefańska służyła nam radą i wsparciem, ale nie robiła niczego za nas. Dziś już nie pamiętam czy nasz przewodnik spodobał się jury, za to dobrze pamiętam, że my byliśmy bardzo dumni z radosnej pracy i trudu włożonego w to działanie. Konkurs ten zawierał też część zespołową, złożoną z wiedzy powszechnej. Dzięki szkoleniu  i wskazówkom pani Bogusi, no i oczywiście własnemu sprytowi i chłodnej kalkulacji zajęliśmy 1. Miejsce w dzielnicy. Myślę, że to doświadczenie jeszcze bardziej nas zintegrowało. Do tej pory spotykamy się w bardzo podobnym składzie.
 Kolejnym niesamowicie cennym projektem pani Bogusi było koło regionalno- turystyczne. Polegało na tym, że w wybrane soboty chętni mogli stawić się we wskazanym miejscu i wędrować po Warszawie ustalonym wcześniej szlakiem tematycznym pod czujnym okiem naszej przewodniczki. Przykładowo: szukaliśmy pamiątek po Wiktorii Wiedeńskiej (wówczas byliśmy przekonani, że to jakaś ważna królowa), odwiedzaliśmy ciekawe kościoły, szliśmy tropem Powstania Warszawskiego, albo porównywaliśmy parki miejskie projektowane w różnych stylach. Oprócz ciekawych opowieści, był to też świetny czas żeby dodatkowo pobyć razem, porozmawiać i pożartować razem z ulubioną nauczycielką.
 Najweselej wspominam wycieczkę tropem powstania listopadowego. Była połowa lutego i śnieg sypał od doby. Wielkie zaspy unieruchamiały komunikację miejską i zachęcały do czytania książek w ciepłym domu pod kocem,  z kotem na kolanach. Było też bardzo zimno. Ale przecież wycieczka! Trzeba iść! Mimo ostrzeżeń mamy o trzaskającym mrozie fanklub pani Ste wyruszył na umówione spotkanie. Nie rezygnowaliśmy tak łatwo z możliwości chłonięcia wiedzy od swej idiolki. Mimo kilku stopni poniżej zera wierni zapaleńcy stawili się pod bramą do Łazienek Królewskich. Ku naszej uciesze była tam już pani Ste z kurtką przysypaną śniegiem i zamarzającymi włosami. Były to czasy, kiedy nie miała do nas telefonów i nie mogła uprzedzić o odwołanym spotkaniu z powodu pogody, a nie mogła przecież  nas wystawić do wiatru. Nie wybaczyłaby  sobie gdybyśmy przyjechali i jej nie zastali – chociaż nie miała pewności, że ktokolwiek się zjawi. Po radosnym przywitaniu pobiegliśmy pod Belweder, wysłuchaliśmy historii o uciekającym w damskich ciuszkach księciu, po czym udaliśmy się na gorącą czekoladę.
 Najfajniesze wspomnienia i doświadczenia gimnazjalne ocierają się o postać pani Stefańskiej. Wtedy była dla nas kimś niezwykle ważnym, bo mimo relacji pionowej (nauczyciel- uczeń) potrafiła pochylić się nad naszymi problemami i cieszyć z naszych radości. Sama też dostarczała nam rozrywki opowiadając o planowanej podróży do Paryża .
 Mimo upływu lat nadal przyjemnie nam się rozmawia o teraźniejszości, przyszłości a także przeszłości oczywiście. Jestem przekonana, że nawet jeśli istnieją na Targówku nauczyciele bardziej aktywni i zasługujący na miano Mistrza Nauczania (w co aż trudno uwierzyć), to w świadomości mojej i wielu moich szkolnych przyjaciół pani Bogumiła Stefańska jest mistrzem w tym co i jak robi .

Wszechnica Edukacyjna Targówek
Urząd Dzielnicy
Park Rzeźby
Budżet partycypacyjny
Jeden numer tysiąc spraw - 19115